10 things that make me happy
13 lat temu
-Hej, stary, kurwa stary, jadę po nią, będę pod jej klatką o 14.30, trochę bez sensu, wiem, o 12 kończy szkołę, ja pierdole, czekać muszę, ale co zrobić, kurwa, kiedy tak jest.
-A pod szkołę jej podjechać nie możesz? Czas trochę marnujesz, jeździsz, tam i tam, stary!
Przecie szkołę ma niedaleko pewnikiem, podejść byś po nią mógł.
-Wiesz, stary, ale nie wiem, gdzie ona do chuja zapierdala. Budę masz gdzieś na Stroszku, to tak jakbyś się w Nowym Jorku laski chciał doszukać, ochujeć można.
Dziwne miasto. Wystraszeni osiemnastoletni gliniarze chodzący trójkami, kolesie w land cruiserach, patrzący na ulice jak na swoją własność, faceci pod pocztą handlujący impulsami z kart telefonicznych, ludzie objuczeni naczyniami, łysi małolaci w szerokich spodniach ze wzrokiem potulnie wbitym w ziemię, jakby uprawiali jakąś nieśmiałą franciszkańską odmianę gangsta, panny z gołymi brzuchami, na niebotycznych i chwiejnych obcasach, przechadzające się główną ulicą niczym po missświatowym wybiegu, romańsko-słowiańska mieszanka urody, oszpecona burdelowym makijażem, chłopska nieśmiałość w rewiowych kostiumach i wrażenie, że wszyscy coś udają, że naśladują własne wyobrażenia o świecie, który jest gdzie indziej.(A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, s.152)

Hey Morrison! Fuck 'em, it's great.)
It's non-linear, poetic, it's what Godard stands for.
- Come on, Jim, this isn't our scene. These people are vampires.)
Come on, let's make the myths. Remember?
"Kiedy doszli do liter, powiedział Teut do Tamuza: Królu, ta nauka uczyni Egipcjan mądrzejszymi i sprawniejszymi w pamiętaniu; wynalazek ten jest lekarstwem ku pomocy pamięci i mądrości. A ten mu na to: Teucie, mistrzu najdoskonalszy, jeden potrafi płodzić to, co do sztuki należy, a drugi potrafi ocenić, na co się to może przydać i w czym zaszkodzić tym, którzy się znają daną sztuką posługiwać. Tak też i teraz: ty jesteś ojcem liter, zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej, którą ona posiadają naprawdę. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego nauczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufawszy pismu będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, z odcisków obcych, a nie z własnego wnętrza, z samego siebie. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypomnienie sobie."i dalej:
"... Jest w piśmie coś bardzo niebezpiecznego, i w tym jest ono rzeczywiście podobne do sztuki malarskiej. Toż i jej twory stoją przed tobą jak żywe, ale jeśli kiedy zapytasz je o co, wtedy bardzo uroczyście milczą. Tak samo słowa pisane: zdaje ci się, że one myślą to, co mówią, ale jeżeli zapytasz je o coś, żeby lepiej zrozumieć to, o czym mówią, one wciąż tylko jedno wskazują, zawsze jedno i to samo."
"Czy nie potrzeba - mówi w Fajdrosie - jeśli mowa ma być dobra i piękna, żeby umysł autora znał prawdę o tym, o czym autor zamierza mówić?". A kiedy Fajdros powołując się na sofistów i retorów, zauważa, że "kto chce być kiedyś mówcą temu nie potrzeba wiedzieć, co jest rzeczywiście sprawiedliwe, ale tylko, co tłum za sprawiedliwe uważa, tłum przecież będzie sądził..."
"sztuka wymowy u takiego, co prawdy nie zna, a żyje tylko opinią (doksa), to nie będzie żadna sztuka, tylko śmiech".
Okna piwniczne z ulicy Sebastiana, studzienki z chodników na Kazimierzu, zólte tablice zaworów gazowych z ulic Salwatora, kratki, ogrodzenia, wylaczniki pradu.
- kazdy element, który pojawia sie na obrazie, ma wlasny adres w mieście i konkretne przeznaczenie. Cecylia wyjmuje go z kontekstu, bierze w nawias jego praktyczna funkcje - i nadaje mu autonomie.
Mówi: Fragmenty, które wybralam na obrazy, pomimo ze sa pospolitymi przedmiotami, przypominaly mi tajemne alchemiczne znaki, jakis nieodszyfrowany kod, symbole o nieznanym znaczeniu. Zeby przeniesc je w duchowa przestrzen, układalam je na wzór ikon w poliptyki. Tak powstał tytułowy ikonostas – wieloelementowy portret miasta.
Batman forever, a jednak gudnajt, trzepią wewnątrz trzewia,
Księżyc i dziesięć jego, bardzo nieznanych nam kapłanek,
W knajpie, z rękawem w kałuży i sardynkach uwalanym,
W słodkim sosie i porcelanowej zastawie twoje rodzinne
Bólogrunty, ciałogranaty, mięsostawy z rybami w poprzek,
Z oczyma po sobie ułożonymi i śliwkowym rantem popielniczki.
Zniekształcone, przemyślane miasto, wyjednywanie harmonii,
Kilka modlitw, podniebienie podbite pluszem i sekunda,
W której nie chce się już odbierać telefonu i śpi się właściwie
Na jawie, żeby nie słyszeć, jak świeci się do ciebie i przypala.